Gdy we wrześniu 1939 roku na Polskę najechały dwie armie – wojska sowieckie i hitlerowskie. Nie mieliśmy żadnych szans na obronę. Ten atak na Polskę był konsekwencją podpisanego przez Niemców i sowiecką Rosję traktatu Ribbentrop-Mołotow. Już wtedy Stalin miał plany podboju Europy, ale... potrzebował czasu, gdyż jego armia wykrwawiona w wojnie z Finlandią oraz na skutek czystek, jakie Stalin urządził kadrze oficerskiej, była w strasznej kondycji. Hitler nie dał czasu Stalinowi i pomimo traktatu już w 1941 roku najechał na ZSRR. Stalin do ostatniej chwili nie mógł w to uwierzyć, nie mógł uwierzyć że jego, starego niedźwiedzia, tak wystrychnięto na dudka. W ramach planu „Barbarossa” 2 600 czołgów oraz 3 mln żołnierzy niemieckich wkroczyło na tereny Rosji. Sowieci dysponowali 2,9 mln żołnierzy i... 20 tys. czołgów, a mimo to przez następne dwa lata wyłącznie przegrywali, oddając miliony jeńców i teren aż do Moskwy.
Dlaczego o tym piszę dzisiaj? Strach padł na elity europejskie, gdyż towarzysz Putin wypowiedział traktat o ograniczeniu broni konwencjonalnej. Znaczy to, że będzie się mógł zbroić do woli, nakręcając spiralę zbrojeń na całym świecie. A moim zdaniem to bardzo dobra informacja. Dobra, ponieważ to zwyczajny i nic nieznaczący straszak ze strony Rosji.
Doktryna wojenna w czasach Układu Warszawskiego (którego byliśmy członkiem) mówiła o tym, że Rosja dokona zmasowanego ataku taktyczną bronią atomową na teren Polski i Niemiec Wschodnich, po czym nastąpi atak siłami konwencjonalnymi. Oznaczało to dla nas radioaktywną pustynię na terenie byłej już w tym momencie Polski (członka Układu Warszawskiego – sic!) i przejazd przez nasze tereny ogromnych (liczących kilkadziesiąt tysięcy czołgów) związków taktycznych sowietów atakujących Europę Zachodnią. Rosjanie chcieli dojść do Atlantyku i wprowadzić na terenie całej Europy jedyny słuszny ustrój, jakim był dla nich socjalizm... Nigdy swoich planów nie wprowadzili w życie z dwóch powodów – powód pierwszy i najważniejszy był taki, że wywołaliby wojnę nuklearną, a nawet przedszkolaki wiedzą, że nikt takiej wojny nie może wygrać. Drugim powodem była dominacja technologiczna państw NATO, dzięki której zwalczenie hord sowieckich czołgów było nie tylko możliwe, ale i pewne. Dziś jest podobnie. Broń konwencjonalna, nawet w ogromnej ilości, nie jest w stanie walczyć jak równy w równym z zachodnią technologią. Nie bez powodu na Ukrainę nie weszły tysiące czołgów rosyjskich. Putin znalazł nowy sposób – wojnę hybrydową. Stosunkowo małe oddziały zajmują miasta ukraińskie, ale spoza granicy są wspierane przez wywiad elektroniczny, lotnictwo, baterie przeciwlotnicze i artylerię. Skutek jest taki, że rządowym wojskom Ukrainy nie może przyjść z pomocą ich lotnictwo, które jest całkowicie uziemione od wielu miesięcy przez rosyjską obronę przeciwlotniczą i elementy walki elektronicznej. Ukraińska armia przegrywa, a NATO właściwie nie może jej pomóc, gdyż Ukraina nie jest ani członkiem NATO, ani nie jest w UE i wprowadzenie tam wojsk oznaczałoby taką samą agresję, jakiej dokonała Rosja. Inaczej mają się sprawy z Litwą, Łotwą czy Polską. Na tereny tych państw zaczynają zjeżdżać wojska NATO z ciężkim sprzętem, lotnictwem i wywiadem elektronicznym. Tu wojna hybrydowa nie będzie miała racji bytu, a zbrojenie się Putina w broń konwencjonalną również ma mały sens, ponieważ dziś wojny wygrywa się wysoką technologią, której Rosji brakuje jak powietrza. Wyścig zbrojeń jest również dla Rosji ślepą uliczką. Na to potrzeba pieniędzy, a Putin z pewnością pamięta, że poprzedni wyścig doprowadził do rozpadu państwa. Gospodarka Rosji ledwie zipie, ceny surowców spadły na pysk (a to tak naprawdę jedyne źródło zarobku dla Rosji), zaczynają się również powoli buntować sami Rosjanie wkurzeni pustymi półkami w sklepach i ogromnym wzrostem cen. Coraz trudniejsze staje się również wspieranie tzw. separatystów ze względów finansowych oraz z powodu fatalnych nastrojów w armii rosyjskiej, nieustannie okłamywanej, źle zaopatrzonej, z coraz większą ilością ciał żołnierzy wywożonych z Ukrainy w czarnych workach. Być może Putin zdecyduje się jeszcze na zagarnięcie Gruzji czy Mołdawii. Być może jeszcze będzie tu i tam machał szabelką, ale według mojej opinii nastąpiła chwila, po której napięcie zacznie powoli spadać. Inna sprawa, że sam Putin nie pojawia się publicznie od tygodnia. Już dawno temu przewidywałem, że zostanie usunięty przez swoich kolegów z KGB i mam nadzieją, że właśnie to nastąpiło. Nie oznacza to, że Rosją nagle zacznie rządzić jakiś demokrata. Z całą pewnością nie. Władzę w Rosji mocno trzymają ludzie KGB i to się jeszcze długo nie zmieni, ale... być może zakończy się kryzys światowy i Rosja zajmie się tym razem wzmocnieniem i odbudową własnego przemysłu, by powstrzymać narastającą falę niezadowolenia z dotychczasowych rządów. Obym się nie mylił...
Napisz komentarz
Komentarze