Reklama

Kompani w kampanii

Kompani w kampanii

Drodzy czytelnicy, nie czytajcie tego tekstu. Nie warto, piszę w nim o rzeczach oczywistych, znanych każdemu z Was, a żeby było smutniej – nie podam żadnych rozwiązań problemu, który chcę poruszyć. A chcę Wam powiedzieć o kompletnym braku porozumienia pomiędzy Polakami, o braku umiejętności rozmowy pomiędzy przedstawicielami tego samego narodu.


Na całym świecie mówi się o Polakach, że gdy usiądzie gdzieś razem trzech Polaków, to będą mieli pięć różnych zdań na ten sam temat. I to jest prawda. Potrafiliśmy zwalczyć opinię o nas, że Polak jest wiecznie pijany, to nie Polacy są już najczęściej złodziejami samochodów w Berlinie, a fachowość naszych pracowników jest doceniona wszędzie na świecie. Dogadywać się pomiędzy sobą nadal nie potrafimy i to jest fakt, któremu nie możemy zaprzeczyć.
Chciałbym powiedzieć, że kampania prezydencka się rozkręca, chciałbym powiedzieć, że kampania zmieniła się w coś sensownego, że prowadzi do porozumienia i zgody pomiędzy skłóconym narodem, ale... niestety. To nadal cyrk pustosłowia. Gdy kandydaci nie mają żadnych sensownych propozycji, wtedy skupiają się na dokopywaniu konkurentowi. Przoduje w tym kandydat Duda, idzie sobie dobrze znanym szlakiem popisów krasomówczych Prezesa PiS i pokazuje się ze swoimi ulubieńcami – ostatnio z panią Pawłowicz, która dla niepoznaki przyjęła pseudonim „profesor”. Pan Duda wraz ze swoim pryncypałem próbują znaleźć na poczekaniu winnych afery, która będzie nas wszystkich kosztowała minimum 800 mln zł. Mówię oczywiście o przekręcie pt. „SKOK”, a winni są w tej chwili poszukiwani w PO. To nie pomówienia tylko fakt, że SKOKi finansowały PiS, a śp. prezydent Lech Kaczyński obdarowywał orderami szefów poszczególnych kas, jak rozumiem za szczególne zasługi... tylko dla kogo?
Na drugim biegunie tej walki o stanowisko prezydenta są pani Ogórek i pan Kukiz (piszę o tych dwóch kandydatach, bo zdaje się, że pan Jarubas ostatecznie wypadł na zakręcie z tego wyścigu i choć jego motor jeszcze pomrukuje, to jednak został daleko od głównej stawki).
I tu mam problem. Kompletnie nie wiem, co napisać o pani Ogórek. Powtarzanie, że albo nie mówi nic, albo wypowiada jakieś populistyczne zdania oderwane od kontekstu pytań do niej skierowanych, jest oczywistością i to się nie zmieniło. Powiedzieć, że to ładna kobieta też nie powiem, bo gdzieś to już słyszałem ze dwa miliony razy, a to nie są wybory miss... Jak cień
za panią Ogórek wciąż się pojawia pan Miller i choć zaprzestał odpowiadać na pytania dziennikarzy w zastępstwie za panią Ogórek, to wydaje się, że to nadal Miller odpowiada i tylko znalazł jakiś nowy sposób techniczny, aby głos wydobywał się z ust pani Ogórek, a nie z jego ust. Ach ta technika, wciąż mnie zadziwia!
Inaczej ma się sprawa z panem Kukizem. W tej chwili to niekwestionowany czarny koń tej gonitwy. Poparcie dla Kukiza wciąż wzrasta i mam dziwne przeczucie, że jest to wynikiem frustracji ludzi, młodych Polaków, dla których ważna jest zmiana, a jakiej ona będzie jakości to rzecz drugoplanowa. Po dokładnym przesianiu tego, co wynika ze słowotoku wypływającego z ust pana Kukiza, wynika tylko jedno – należy zniszczyć system. Na wszelki wypadek pan Kukiz nie mówi o szczegółach tego niszczenia, nie mówi również, jakie będą skutki niszczenia systemu dla nas wszystkich. Moim skromnym zdaniem rozsądniej byłoby mieć w zapasie jakiś zamiennik zanim się zacznie cokolwiek niszczyć, ale przecież mogę się mylić. Mam w pamięci kandydata na prezydenta z poprzednich wyborów, który ogłosił, że „nie będzie niczego”, gdy on dojdzie do władzy i miał również swoich zwolenników w tureckich sweterkach, których jest w Polsce więcej, niż nam się wydaje.
Pozostał mi do opisania ostatni kandydat, prezydent RP Bronisław Komorowski. I tu również nie mam nic optymistycznego do powiedzenia. Zacząłem się nawet przychylać do opinii opozycji, że pan Komorowski zasnął. Z drugiej strony napawa mnie ogromnym szacunkiem jego upór, by wzywać do spokoju, porozumienia, nawet w chwilach, gdy tłum małp próbuje zagłuszyć jego słowa, wyjąc w niebogłosy, a nawet zabiera się za rzucanie krzesłami.
Obecny Prezydent zastosował taktykę zaufania nam wszystkim, że przecież wiemy, czego dokonał, kim jest i jakie ma poglądy, więc nie musi opowiadać o swoich planach na przyszłość. Nie, panie Prezydencie, sądzę że się pan myli – Polacy mają bardzo słabą pamięć, nie potrafią zapamiętać niczego, co się stało w ostatnich czterech latach, jeśli nie przypomina się im o tym codziennie. Apele o porozumienie, o zgodę narodową czy o współpracę przypominają raczej apel pilota samolotu pasażerskiego o zapięciu pasów w momencie, gdy jego maszyna wali się pionowo w dół z urwanymi skrzydłami, a stewardesy i pasażerowie od dawna oszaleli ze strachu. Bo dziś, proszę Państwa, absolutnie NIKT nie wie, jak pogodzić nas wszystkich ze sobą, żeby Polska się dalej rozwijała, a nie popadła w odmęty szaleństwa i destrukcji. A najzabawniejsze jest to, że wszystkie obietnice kandydatów są warte tyle, co nic, ponieważ Prezydent RP nie ma uprawnień do wprowadzania tych zmian, nie pozwala na to Konstytucja. I to by było na tyle...


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Przegląd Regionalny. MIKAWAS Sp. z o.o. z siedzibą w Piasecznie przy ul. Jana Pawła II 29A, jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Link do Polityki prywatności: LINK

Komentarze

Reklama