Sprawa Łukasza K. to kubeł zimnej wody wylany na głowę struktur Platformy Obywatelskiej w Piasecznie. Dla większości mieszkańców podawany przez prokuraturę fakt przyłapania podejrzanego na gorącym uczynku przesądza sprawę – winny. Skoro winny on, lider, to winna zapewne i cała struktura, która nie ma ostatnio zbyt dobrego czasu.
Kiedy kilka lat temu Piasecznem wstrząsnęła afera dotycząca przeszłości Józefa Zalewskiego, bardzo szybko zaczęły się pewne ruchy polityczne. Skończyła się koalicja, część radnych straciła zaufanie do swego lidera i zasiliła szeregi innych grup. Od Zalewskiego część osób się odwróciła, część uwierzyła w jego zapewnienia i postanowiła trwać przy nim. Tu sytuacja wygląda inaczej.
Sam przeciwko wszystkim
Łukasz K. znalazł się w areszcie w obawie przed potencjalnymi próbami mataczenia, stąd jego kontakt ze światem, jeżeli w ogóle możliwy, jest zapewne bardzo utrudniony i ograniczony do najbliższej rodziny. Podejrzany jest więc pozbawiony – zarówno wobec opinii publicznej jak i koleżanek i kolegów z partii – możliwości obrony czy przedstawienia własnej wersji wydarzeń. Z tymi koleżankami i kolegami to też tak trochę na wyrost – zadziałał syndrom „trędowatego”. Nagle nie ma już tylu przyjaciół, część osób przestała go kojarzyć, z internetu zniknęło dużo zdjęć i innych materiałów.
Co nawet ważniejsze, „sama” pozostała także lokalna struktura Platformy. Bez swojego lidera, który do tej pory wyznaczał czy sugerował wiele kierunków działań, wszystko wygląda inaczej, zwłaszcza, że wielu nie otrząsnęło się jeszcze z szoku wywołanego zatrzymaniem przewodniczącego. Nie wiadomo też do końca, jaką taktykę przyjąć – bronić Łukasza do prawomocnego wyroku sądu? Odciąć się? Wybrać rozwiązanie pośrednie? Jakby tego było mało, cała „góra” publicznie postawiła na byłym przewodniczącym krzyżyk, nie wiadomo więc (a przynajmniej nie wie tego jeszcze opinia publiczna), jaki będzie stosunek władz regionu do struktur w Piasecznie.
Lokalną Platformę z pewnością czeka wyłonienie nowego lidera. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że o najwyższą stawkę mogą powalczyć jedynie Daniel Putkiewicz oraz Zdzisław Lis. Warto jednak pamiętać, że – niczym w ludowym przysłowiu – „kota nie ma, myszy harcują”. Po czasach rządów twardej ręki, dyscypliny i świetnej organizacji Łukasza, dziś osoby i środowiska pozostające do tej pory z boku mogą próbować sięgnąć po, ich zdaniem, należne im miejsce w szeregach partii. Ponadto nikt z lokalnych samorządowców PO nie zbudował tak mocnej pozycji w regionie, co stanowi kolejne, nie mniej ważne wyzwanie dla nowego lidera.
Wejdą, nie wejdą...
Niczym w piosence z czasów stanu wojennego zastanawiamy się – wejdą, nie wejdą. Co prawda nie ruscy tylko CBA, ale emocje nadal silne. Prokuratura zdradza jedynie, że zarzuty stawiane Łukaszowi K. dotyczą przyjęcia łapówki i obietnicy „pomocy”. Dla sprawy i kwalifikacji czynu nie ma znaczenia, czy faktycznie mógł coś w urzędzie zdziałać, czy nie. Potwierdzać zakończenie dochodzenia może fakt, że zatrzymania dokonano od razu w momencie wręczania łapówki, nie poczekano, aż – potencjalnie – zacznie realizować swe deklaracje.
Z drugiej strony każdego z nas interesuje fakt wpływów podejrzanego w piaseczyńskim samorządzie. Wizja struktury, która zamiast dbać o dobro mieszkańców zajmuje się realizowaniem opłacanych zadań konkretnych inwestorów zdaje się być głęboko zakorzeniona w naszej podświadomości. Problem w tym, że mimo iż przekonanie to towarzyszy wielu już od czasów poprzedniej ekipy i budowy ptasich osiedli, nikt jeszcze nikomu w tych sprawach niczego nie udowodnił – także obecnej ekipie.
Skutki polityczne
Jednym z efektów całej sytuacji jest też podnoszenie przez środowisko byłego burmistrza tematów referendalnych, mających na celu odwołanie zarówno burmistrza jak i całej Rady Miejskiej. Tak łakomego kąska „samorządowego” nie mogli nie złapać, takie okazje nie trafiają się często. Inna sprawa, że za logiką stricte polityczną i marketingową, obliczoną na szybki wzrost poparcia, nie ma na razie wiele na uzasadnienie takich działań. Dopiero ewentualna akcja CBA i prawomocne wyroki dla obecnych włodarzy dawałyby merytoryczne podstawy do powtórzenia wyborów w całości.
Mnóstwo w tym wszystkim niewiadomych i niejasności, do których rozjaśnienia w największym stopniu przyczyni się wyrok sądu w sprawie Łukasza K. Pewne są tylko dwie rzeczy: jeśli go skażą, opozycja będzie szaleć z radości i wykorzysta ten fakt do zbicia kapitału politycznego i próby przejęcia władzy w trakcie kadencji. Jeśli jednak sąd z jakiegoś powodu podejrzanego uniewinni (nie wiem jak, ale biorę to pod uwagę), pewniejsze niż tabliczka mnożenia są liczne pozwy i sprawy o zniesławienie względem tych, którzy jeszcze przed wyrokiem sądu wydają na niego wyrok.
Napisz komentarz
Komentarze